Cthulhu

Cthulhu

sobota, 31 maja 2014

Adventurers! Dark Camelot


Po Adventurers! sięgnęliśmy, ponieważ po kilku sesjach w wiktoriański Zew Cthulhu trzeba było zrobić sobie przerwę i zagrać w coś lżejszego. Tym bardziej, że w Zewie gracze nie mają ze mną lekko...  

Na setting wybraliśmy Dark Camelot - mit arturiański polany sosem grozy; jak to mówią Anglicy: a match made in heaven. Treści do czytania zbyt wiele nie ma, tak więc wartość tej gry można tak naprawdę sprawdzić wyłącznie w praktyce. Co też uczyniliśmy.  

Po dwóch sesjach uważam, że jest bardzo ok. Zasady są proste, ale nie prostackie - jest miejsce na to, aby trochę pokombinować. Początkujący bohaterowie to przede wszystkim właśnie bohaterowie: większość akcji związanych z umiejętnościami, w których się specjalizują, będzie im wychodziła. Co nie znaczy, że musi być łatwo - niektórzy przeciwnicy są bardzo nieprzyjemni (ale od tego są Punkty Heroizmu). Walki toczą się płynnie i są emocjonujące. Drobne głupotki (raczej zamierzone) tylko dodają grze uroku i "oldskulowości": np. posiłki przywracające Wytrzymałość, albo też laska niebezpieczniejsza niż sztylet (czy czegoś takiego nie było przypadkiem w starym Warhammerze?). No i fajnie, że dodano prosty system rozwoju bohatera. Wisienką na torcie jest fakt, że zasady Adventurers! są na tyle elastyczne, iż z łatwością można je wykorzystać w różnych settingach przy założeniu, że nawet początkujący bohaterowie sporo już potrafią w wybranych przez siebie dziedzinach.  

A co do naszej minikampanii: 

Szlachetny Sir Rodryk i młody mag Torc udają się do krainy wróżek, w której jak podejrzewają może przebywać zaginiony Merlin. Na swej drodze spotykają wiele przeciwności: bandytów, piratów (nieodpornych na szczęście na iluzję węża morskiego) i wszelkiego rodzaju monstra. Z drugiej strony nie brakuje też przyjaznych ludzi, a i wśród faerie można odnaleźć pomocne dusze. Po wielu perypetiach bohaterowie odnajdują przejście do świata wróżek, jednak dwór Seelie, na który docierają, okazuje się całkowicie zniszczony. Czas pokaże, co zdarzy się dalej…  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz