Cthulhu

Cthulhu

niedziela, 28 października 2012

Sprawa federalna (Hush, cz. 3)




Okazuje się, że Mindy pracuje – ee... pracowała – w gabinecie lekarskim. Prawdopodobnie nic tam nie ma, ale Morlock i Slashfic wysiadają w okolicy. Mają się do niego włamać, poszukać śladów, a potem narobić bałaganu; tak, aby wyglądało to na robotę dzieciaków szukających środków przeciwbólowych lub coś w tym stylu.
 
Ja i Council podjeżdżamy pod apartamentowiec koło północy. Wciąż kręcą się tam gliniarze; pełno taśm i reflektorów. Najwyraźniej robota potrwa do późnej nocy – trzeba będzie machnąć odznaką. Zakładam wzorzysty krawat, podczas gdy Council spina włosy, wyciąga kosmetyczkę i poprawia makijaż. Potem wychodzimy z samochodu i zdecydowanie ruszamy w kierunku glin, tak jakbyśmy rzeczywiście mieli do nich jakiś interes. Kurwa, wygląda na to, że już zaczęli rozpieprzać nasze miejsce zbrodni.
 
Dwóch mundurowych i facet w brązowym płaszczu idą do nas. Ten w płaszczu pali i wygląda jakby właśnie wdepnął w psie gówno: zniesmaczony i nieszczęśliwy. Jeden z mundurowych ma latarkę, drugi trzyma rękę na kolbie pistoletu.
 
– Agenci federalni – mówi Council, podnosząc kartę wypożyczalni kaset video. Jeden z gliniarzy świeci na kartę latarką i nagle jego twarz wiotczeje. Pozostali dwaj po prostu stoją z otwartymi ustami i gapią się na moją partnerkę.
 
– Jesteśmy agentami federalnymi – powtarza Council. – Ja nazywam się agentka Ward, a to jest agent Carter. Wy i wasi ludzie udzielicie nam wszelkiej możliwej pomocy w tym śledztwie. Jesteście przekonani, że to robota seryjnego zabójcy, co czyni tę sprawę federalną. Nikt nie może was przekonać, że jest inaczej.
 
– Tak, proszę pani – odzywa się koleś w płaszczu. Potrząsa głową, jakby dopiero co się obudził. Sprawia wrażenie zagubionego. – Pewnie chcecie obejrzeć miejsce zbrodni.
 
Prowadzą nas do mieszkania. Wygląda paskudnie: być może Mindy walczyła. Mnóstwo rozbryzgów na ścianach. Rzucamy kilka zaklęć i robimy zdjęcia. Do kwatery wracamy dopiero koło drugiej w nocy.
 
Na miejscu siadamy i porównujemy notatki. Wygląda na to, że opętanym przez demona jest doktor Andrew Gardner, w którego gabinecie pracowała Mindy. Gardner jest dosyć przystojny, pewnie też bogaty. Gliny mówiły, że ją posuwał. No cóż, z pewnością nie był pierwszym lekarzem, który zdradzał żonę z jedną ze swoich pielęgniarek. W każdym bądź razie doktorek rozszarpał nieszczęsną kochankę, a następnie urządził sobie przekąskę. Wygląda na to, że szczególnie zasmakował w miękkich tkankach: ustach, nosie, genitaliach.
 
Wciąż nie ma pozostałych, tak więc siedzę dalej, podczas gdy Council śpi na kanapie.
 
Budzi się koło piątej. Robię jej kawę i jajecznicę na bekonie. Mnóstwo soli i masła. Zdrowa dieta nie ma sensu, jeżeli i tak pewnie nie dożyjesz świąt. Nawet wodę kupuję po jednej butelce, a nie w zgrzewkach.
 
Wciąż śmieję się z mojego będącego rezultatem niewyspania dowcipu, kiedy w końcu wracają pozostali.
 
– Wróciliśmy tak szybko, jak tylko mogliśmy – grzmi Morlock.
 
Kiedy na nią spoglądam, zawsze tracę humor. Nie grzeszy pięknością: ramiona jak u futbolisty, grube niebieskie żyły na rękach. A przecież nie zawsze była wielką kobietą-potworem. Nie zawsze też nazywała się Morlock.
 
Poślubiła swoją miłość z liceum. Przystojny i czarujący, ale czasami czuł potrzebę dania jej kilku kuksańców, tak dla przyciągnięcia uwagi. Potem znowu wszystko było jak w bajce. Znacie ten typ.
 
Pewnego dnia urządził ją wyjątkowo dobrze. Może nie spodobało mu się, jak nakryła do stołu, albo coś podobnego. Na przykład puszki na półkach nie były obrócone nalepkami do przodu. Kto to może wiedzieć? W każdym razie musiała opuścić kilka zajęć, co nie jest najlepszym pomysłem, kiedy próbujesz zrobić magisterkę. Sądzę, że wtedy „przejrzała na oczy”, jak to powiadają. Przemyślała sprawę i doszła do wniosku, że może być tylko gorzej. Tak więc oznajmiła mu, że odchodzi.
 
Oczywiście pobił ją tak, że musieli operować jej twarz. Radykalna rekonstrukcja. Chirurgia plastyczna czyni cuda, ale to kosztuje. Jeżeli trafiasz na izbę przyjęć z rozjebaną twarzą, poskładają ci ją. Ale jeżeli znowu chcesz być ładna, potrzebujesz fortuny.
 
Lekarze zrobili co mogli i ją wypisali. Nie chcieli, ale powiedziała, że nie wniesie skargi. Po prostu poszła do domu. Czekał na nią, słodki jak podczas miodowego miesiąca. Jeżeli wiecie cokolwiek na temat przemocy domowej, to potraficie to sobie wyobrazić. Kwiaty, kolacja, świece, „kochanie, tak mi przykro, wybacz”.
 
Morlock doprawiła mu drinka. Kiedy zasnął na kanapie, kilka razy uderzyła się w twarz, a następnie podniosła lampę i walnęła tak mocno, że jego kark trzasnął niczym zapałka i to był koniec Pana Damskiego Boksera.
 
Wiem, wiem: co za cholerna strata. Ale ją aresztowali. Nie dali się nabrać na siniaki na twarzy. W końcu nie była jakimś geniuszem zbrodni. Wprawdzie sąd okazał wyrozumiałość, ale i tak musiała swoje odsiedzieć.
 
Wyszła kilka lat później, nic nie potrafiąc, bez pomysłu na życie. Ale z religią, którą odkryła podczas pobytu w pudle, a której świątynią była siłownia.
 
Wciąż tam chodzi, czasami dwa razy dziennie. Jej ciało wygląda jak z czasopism dla kulturystów. Raz widziałem, jak kopnęła faceta tak, że przeleciał przez cały pokój. Nie zmyślam. Wzniósł się w powietrzu zupełnie jakby miał skrzydła. Przestałem bić tego drugiego i przez minutę po prostu się gapiłem. Łał.
 
Do Morlock zwracasz się wtedy, kiedy sprawy przybierają naprawdę zły obrót. Kiedy informator panikuje i sięga po spluwę. Kiedy mały chłopiec uśmiecha się i raptem wyrastają mu rogi i zaczyna ziać ogniem. Kiedy dilerowi odbija, ponieważ uznaje, że jesteś z FBI. Cokolwiek. Kiedy świat staje się wrogim miejscem, dobrze jest mieć Morlock w swoim narożniku. Nawet jeżeli nie uśmiecha się zbyt często. Nic dziwnego. Widziałem jej stare zdjęcia. Zanim jej świętej pamięci mężulek zajął się jej twarzą, mogła być modelką.
 
– Wschodzi słońce – mówi Slashfic. – Hush, stoimy na czujce.
 
Porywa bekon z talerza Council; ta tylko się uśmiecha. Ma podkrążone oczy; naprawdę powinna się przespać.
 
– Na czujce, co? – kręcę głową. Czuję się fatalnie. – Może mógłbyś wziąć Morlock?
 
– Może mógłbyś pocałować mnie w dupę? – odpowiada Slashfic. – Morlock jest zajęta. Dalej, zbieramy się.
 
Typowe. 
  
Tłumaczenia dokonano za zgodą autora, Rafaela Chandlera.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz